<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="Kto jest za to odpowiedzialny?">
<author_1="">
<language="pl">
<style="press">
<year="1951">
<month="10">
<date="1951-10-07">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
List Czytelnika. Kto jest za to odpowiedzialny? Droga „Przyjaciółko"! Byłam w Państwowym Gospodarstwie Rolnym w Mirogonowicach, należącym do Zespołu „Bodzechów". Chcę Ci napisać co tam widziałam. Przy wjeździe do Mirogonowic mile uderzył moje oczy widok nowiutkich — jak z igły domów. Dwa z nich — już są zamieszkane. Dwa inne — jasne, mniejsze, dwurodzinne — czekają na wykończenie, wszystko zdawało się jest gotowe, brak tylko szyb w ramach okiennych. Ale nieco w bok od dziedzińca zobaczyłam też stare, niskie zabudowanie. Na placyku przed zgrzybiałym budynkiem stały na kołach sklecone ze starych cegieł piecyki. Koło jednej „kuchni" krzątała się młoda kobieta z garnkiem w ręku. — Czy w izbach nie macie kuchni? — zapytałam. — A mamy — ze złym błyskiem w oczkach odpowiada kobieta. Niech pani wejdzie do naszych legowisk i sama się przekona. Robię krok naprzód, rozglądam się po izbie. Przy stole pod oknem siedzi staruszka — babcia, trzyma na kolanach małe roczne dziecko. Pod ścianą na glinianej podłodze leży stos kartofli. W tej izbie mieszka Wołchocka Helena wraz z trojgiem dzieci, matką i mężem. — Te izby to dawniejsze chlewy i kurniki — opowiada Wołchocka. Wilgoci pozbyć się nie można. Palić pod kuchnią trzeba choć raz na dzień, bo inaczej woda leje się ze ścian. A jak napalimy, to człowiek się dusi, a okien nie można otworzyć. Teraz w lecie gotujemy na dworze, żeby jeszcze pary nie dodawać do gęstego powietrza. Już milicja przychodziła z żądaniem, aby sprzątnąć kuchnię ze dworu. A co zrobić, jeśli w izbie gotować nie można?
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
